Był koniec listopada. Siedzieliśmy w zadymionym od kawy biurze i z pełną obojętnej bezradności miną spoglądaliśmy w okno, za którym wisiały ciężkie jak worki pod oczami drukarza chmury. Tego dnia mieliśmy tyle roboty, że nie było pewne kiedy wrócimy do domu. Gdy wreszcie uporaliśmy się z większością zleceń i na horyzoncie zaczęło nieśmiało majaczyć słońce nadziei - zadzwonił telefon.

Chodziło o kalendarz. PLK pilnie potrzebowało go za 2 tygodnie. Normalne zlecenie, ale... Okazało się, że kompletnie jest nieprzygotowany. Zdjęcia były super, jednak cała reszta nadawała się do przepisania. Starszy grafik warknął coś pod nosem i usiadł do InDesigna. Było jasne, że dzisiaj nie wrócimy do domu...

Dwa tygodnie później pierwsza partia zamówienia - były trzy - dotarła do klienta. Koniec...

Ale, ale! Każda historia tego typu ma puentę - jaką puentę ma ta historia?

Digital Lotus zawsze zdąża na czas - czasem tylko nie sypiamy.

Zapraszamy do współpracy, ofertę kalendarzy znajdziecie w zakładce Kalendarze

Zespół Digital Lotus, czyli MY

 

Pin It